O tym, jak łatwo zatrzymać ulotny urok roślin w niepowtarzalnej biżuterii,  postanowiliśmy przekonać się i my. W poniższym wpisie dzielimy się  wskazówkami, wrażeniami i efektami naszych eksperymentów z żywicą i zachęcamy do samodzielnej zabawy. Przybliżymy, jak w prosty sposób wykonać z suszonych kwiatów delikatne wisiorki oraz pokażemy, że praca z żywicą nie jest wcale trudna i nawet początkujący są w stanie wyczarować z niej cuda!

Co będzie nam potrzebne:

  1. Żywica epoksydowa do odlewów CRAFT RESIN: żywica(A) oraz utwardzacz (B)
  2. Formy silikonowe do żywicy
  3. Suszone rośliny (kwiatki, listki lub trawy)
  4. Dwie strzykawki (do dokładnego odmierzenia odpowiedniej ilości żywicy)
  5. Pojemniczek do mieszania komponentów (A i B)
  6. Szpatułka do mieszania (drewniana lub plastikowa)

Warto przygotować również:

– Wykałaczki (do usuwania bąbelków powietrza)

– Talerz lub miseczkę z gorącą wodą

– Gumowe rękawiczki

– Ręczniki papierowe

– Pojemnik z przykryciem (do zabezpieczenia na czas schnięcia)

Przed rozpoczęciem pamiętajmy, by odpowiednio przygotować miejsce pracy (w awaryjnych sytuacjach przydadzą się ręczniki papierowe do wytarcia) i zadbać o zachowanie wszystkich niezbędnych środków ostrożności: żywicę należy trzymać z dala od środków spożywczych, a podczas pracy z nią używać rękawic i zadbać o odpowiednią wentylację pomieszczenia, w którym pracujemy, nie zapominając o umyciu rąk po zakończeniu pracy.

Materiał, na którym będziemy pracować, to żywica epoksydowa CRAFT RESIN, która jest zestawem dwóch składników: żywicy (A – RESIN) oraz utwardzacza (B – HARDENER). Komponentów tych używa się w proporcjach 100:50 (AA+B).

Zanim nabierzemy te dwa składniki do strzykawek, warto zorientować się, jaka ilość będzie nam potrzebna, żeby niepotrzebnie nie marnować żywicy lub nie przygotować jej za mało. Musimy uwzględnić wielkość i liczbę naszych foremek oraz to, czy będziemy nasze formy zalewać na raz, czy też partiami (kilka słów o warstwach nieco dalej). Za pomocą wody łatwo można sprawdzić, jaką pojemność mają łącznie nasze foremki (nalewamy do nich wody, by następnie – odciągnąć ją za pomocą strzykawki, bądź też przelać do kubeczka z miarką i w ten sposób sprawdzić jej ilość).

Zaczynamy od odmierzenia strzykawkami żywicy (A) oraz dwa razy mniejszej ilości utwardzacza (B). U mnie było to odpowiednio: 6ml (A) oraz 3ml (B). Do wcześniej przygotowanego pojemniczka powoli wstrzykujemy najpierw pierwszy, a następnie drugi składnik i za pomocą szpatułki powolnymi i delikatnymi ruchami mieszamy je ze sobą przez kilka minut.

Pozornie etap ten wydaje się mało skomplikowany: cała trudność polega jednak na tym, żeby zarówno przy wlewaniu składników, jak i przy ich późniejszym mieszaniu powstało jak najmniej pęcherzyków powietrza, które tworzą się niezwykle łatwo. Ja również przekonałam się, że to nie taka prosta sprawa – nie dopuścić do ich powstania!

Bąbelki, które pozostają przy ścianach foremek, na ich dnie lub przy samej powierzchni, tworzą później  mało estetyczne „kratery”na gładkiej powierzchni zawieszki; także maleńkie wewnętrzne pęcherzyki potrafią zepsuć efekt końcowy, dlatego dobrze jest postarać się, żeby było ich jak najmniej.

Na szczęście istnieje kilka sposobów pomagających usunąć powstałe na etapie mieszania bąbelki. Jednym z nich jest odstawienie pojemniczka z naszą mieszaniną do miseczki lub płaskiego talerzyka z gorącą wodą – zostawiamy go w ten sposób na kilka minut i pozwalamy, by pęcherzyki wypłynęły na wierzch. Innym sposobem na uporanie się z bąbelkami jest użycie drewnianej wykałaczki, za pomocą której możemy „przesuwać” pęcherzyki, pomagając im tym samym wydostać się na powierzchnię. Najlepiej samodzielnie wypróbować obie wspomniane  metody – wykałaczka będzie nam pomocna w usuwaniu bąbelków również na późniejszym etapie pracy.

Po dokładnym wymieszaniu, odczekaniu kilku minut i pozbyciu się ewentualnych pęcherzyków powietrza przychodzi pora na wlanie żywicy do foremek i ułożenie w nich naszych suszonek.

Ja wybrałam dwie formy silikonowe do zawieszek: w kształcie monety 24mm oraz kwadratu 24mm, obie o wysokości 6mm, oraz okrągłą formę do kaboszonu fakturowanego 31mm (ta ostatnia jest trochę wyższa, ma 12mm, co pozwoliło na zatopienie w niej nieco większych suszonek – celowo ułożonych tak, by fakturowana strona stanowiła spód ozdoby).

Pamiętajmy o tym, że spód foremki to w rzeczywistości przednia strona naszego wisiorka(oczywiście jeśli wybrana przez nas forma to zawieszka). Dobrze jest to uwzględnić przy planowaniu kwiatowej kompozycji, zwłaszcza jeśli zdecydujemy się ułożyć kilka warstw suszonych kwiatków. Ma to  znaczenie z tego powodu, że wierzchnia warstwa żywicy (czyli ta, która będzie później tyłem zawieszki) zawsze będzie mniej równa niż powierzchnia przy dnie formy, może się też zdarzyć, że suszone kwiatki „podpłyną” nam nieco do góry i będą wystawać ponad powierzchnię żywicy– należy się z tym liczyć zwłaszcza przy pierwszych próbach. W przypadku kaboszonów nie jest to już tak ważna kwestia, ponieważ ich spód i tak zazwyczaj nie jest później widoczny.

Oczywiście wybór foremek oraz kwiatów należy do was – ja w moich foremkach do zawieszek postanowiłam umieścić gipsówkę oraz wrzos, ponieważ ich kwiatki są maleńkie i bez problemu mieszczą się w płaskich formach. W jednej z form układałam kwiatki suszone na płasko, do drugiej włożyłam główki kwiatów gipsówki oraz wrzos w ich oryginalnym kształcie. 

Właśnie po to, by zapobiec wypływaniu suszonych kwiatków na wierzch, warto rozważyć wlewanie żywicy do form w kilku etapach. Wiąże się to co prawda z co najmniej dwukrotnym przygotowywaniem i mieszaniem składników, ale pozwala na utrzymanie naszych suszonych roślinek z dala od powierzchni formy i pokrycie ich żywicą w całości. Po ostrożnym wlaniu do formy małej ilości żywicy (tak, by tylko zakryła dno) układamy w niej ostrożnie suszone roślinki i delikatnie dociskamy wykałaczką, by usunąć znajdujące się pod spodem powietrze. Następnie wlewamy żywicę mniej więcej do połowy wysokości formy (przykrywa ona nasze kwiatki – w zależności od ich wielkości – częściowo lub całkowicie) i usuwamy ewentualne bąbelki, jednocześnie ostrożnie dociskając kwiatki i w razie potrzeby poprawiając ich położenie wykałaczką.

Tak zalane formy odstawiamy na dłuższy czas, aby żywica zgęstniała – jej częściowe zastygnięcie sprawi, że po dolaniu kolejnej warstwy kwiatki nie wypłyną na wierzch (nie martwmy się o linię styku warstw – granica ta nie będzie widoczna, o ile odstęp czasowy nie będzie zbyt długi). Formy najlepiej umieścić pod przykryciem, tak by na żywicy nie osiadł kurz ani inne zanieczyszczenia,zapewniając jednocześnie dopływ powietrza. W trakcie zastygania żywicy na początkowym etapie można co jakiś czas zaglądać do foremek i wykałaczką korygować układ roślinek oraz usuwać wydostające się na wierzch pęcherzyki powietrza.

Po pewnym czasie (musi minąć kilka godzin, by żywica wystarczająco stężała) przygotowujemy kolejną partię żywicy do zalania foremek, powtarzając operację odmierzania  składników i ich dokładnego mieszania, a następnie uzupełniamy nią formy do końca.

Ponownie przykrywamy je dla ochrony przed kurzem i pyłkami, odstawiamy w bezpieczne miejsce i… teraz już tylko cierpliwie czekamy. Elementy są gotowe do wyjęcia z foremek po upływie 36 godzin – tyle czasu musi minąć, by żywica całkowicie zastygła.

Moje zawieszki posiadają otwory, dzięki którym mogłam zamocować krawatki, wystarczyło więc tylko dopasować do nich odpowiednie koraliki, łańcuszek lub sznurek i voilà: wisiorki z suszonymi kwiatami gotowe!

Być może podczas pierwszej przygody z żywicą nie unikniemy drobnych niedoskonałości i błędów (mnie także nie udało się ich uniknąć), ale przecież praktyka czyni mistrza, a praca z żywicą to wspaniała zabawa – dlatego zachęcamy do eksperymentów oraz do dzielenia się z nami ich efektami.

Pozdrawiam,
Ewa