Tegoroczna edycja Konkursu biżuteryjnego Kalendarz Royal-Stone za nami i w naszych sklepach dostępny jest Kalendarz biżuteryjny na rok 2018 prezentujący Wasze 122 wspaniałe Prace. Coś co trzeba mieć aby POZYTYWNIE MOTYWOWAĆ się do Twórczości w roku 2018!

Jak pamiętacie w tym roku Regulamin Konkursu przewidywał dodatkowe nagrodzenie Uczestnika, który wziął udział we wszystkich 12-tu inspiracjach konkursowych. NAGRODĘ SPECJALNĄ, czyli zestaw koralików oraz WYJĄTKOWY SZKICOWNIK oprawiony w jedwab Nanjing Yunjin Brocade otrzymuje Pani Beata Wyczesany tworząca Biżuteryjne Cuda z koralików.
Korzystając z okazji poprosiliśmy naszą Laureatkę o przygotowanie wpisu na naszym blogu i w ten sposób powstała piękna opowieść o rozwijaniu pasji do tworzenia biżuterii. Serdecznie zapraszamy do lektury!


 

Jako córka krawca i krawcowej z igłą znam się od dziecka. Nigdy nie zaprzyjaźniłam się na dłużej z maszyną do szycia, bo zdecydowanie bardziej wolę rozplątywać supły, które robię sama, niż te które robi ona. Pierwszym biżuteryjnym ”dziełem” jaki wyszło spod moich bardzo młodych wówczas rączek był  jarzębinowy naszyjnik. Co roku podczas wakacji na Podlasiu powstawały nowe egzemplarze i… ginęły igły cioci Pelci. Kilka lat później nawlekałam na nitkę nasiona z jabłek, troszkę kuły w szyję, więc jeśli mielibyście ochotę sami stworzyć nasionkowe naszyjniki to polecam je później nosić z golfami lub na koszulę. Ponieważ nie przechodziłam nastoletniego okresu buntu, to musiałam chyba wyrazić się w inny sposób i  najchętniej noszoną przeze mnie ”ozdobą” w tym okresie były  własnoręcznie robione naszyjniki z  rzemieni oraz oczyszczonych kości szyjnych kurczaka i indyka… No cóż – jakie czasy, takie koraliki.

 

 

Do robienia biżuterii wróciłam cztery lata temu. Myślę, że nieprzypadkowo na mojej drodze spotkałam dziewczynę, która opowiadała o własnoręcznie zrobionym naszyjniku innej osobie w kolejce w sklepie. Wtedy właśnie zapukała do mojej głowy myśl: ”Przecież mogę biżuterię robić sama!!!„.

Przegooglowałam internet, spędziłam całe godziny na szukaniu inspiracji i określeniu tego, co podoba mi się najbardziej. Na początku powstawała biżuteria z włóczki i skrawków materiału, proste bransoletki z kamieni naturalnych dla mojego męża, dzieci, rodziny i przyjaciół. Potem trafiłam na książki Heidi Kummli i haft koralikowy. I zakochałam się. W hafcie i jej pracach. Najpierw pożyczałam jej książki z biblioteki a następnie najwspanialszy na świecie Mikołaj zostawiał je dla mnie pod choinką. Z nimi kładłam się spać i z nimi się budziłam, a w międzyczasie powstawały pierwsze haftowane koralikami prace.

 

Dość dużo czasu minęło zanim odważyłam się zgłosić moje prace do Royalowego Wtorkowego Maratonu Rękodzielniczego. Były nimi broszkowe zwierzątka i to one właśnie przypadły Jury do gustu. Wtedy dostałam skrzydeł, ale nadal tylko przyglądałam się, podziwiałam i kibicowałam innym rękodzielnikom biorącym udział w kalendarzowych konkursach. Nadal uczyłam się, często gościłam na blogu Asi z Bluefairy Art oraz  koralikowych tutoriali na youtube i koralikowałam namiętnie.

 

Zanim ogłoszone zostały pierwsze kalendarzowe inspiracje, po raz pierwszy wzięłam udział konkursie biżuteryjnym „Bajkowe inspiracje z zimą w tle”.  Ku mojemu wielkiemu zdziwieniu mój  naszyjnik z królem Narnii został wyróżniony. Tańczyłam z radości. Kiedy pojawiły się kolejne wiadomości o członkach jury tegorocznego konkursu kalendarzowego byłam bardzo podekscytowana, a kiedy przedstawiono sylwetkę mojej guru z dzieciństwa – panią Elżbietę Dzikowską, po prostu miałam ciary na całym ciele. Wiedziałam, że muszę wziąć udział i obiecałam sobie, że jeśli się uda, to postaram się stworzyć pracę do każdej inspiracji. Dodatkowo  marzyło mi się, aby wszystkie prace stanowiły dość spójną kolekcję, więc oprócz konkursowej inspiracji postanowiłam aby w każdej przewijał się zwierzęcy (w szerokim rozumieniu tego słowa) motyw. Uwielbiam wyszywać zwierzęta i ożywioną naturę, więc miałam frajdę przy tworzeniu każdej pracy. Nie zawsze miałam tyle czasu ile bym chciała, więc niektóre prace są dużo mniejsze od projektów, które pojawiały się w mojej głowie.

Tegoroczny kalendarzowy konkurs biżuteryjny był dla mnie wyjątkową przygodą. Przenosił mnie nie tylko do innych krajów, ale też cofał w czasie. Wspomnieniami przenosiłam się do cudownych chwil z dzieciństwa przy gramofonie, kiedy słuchałam ”Bajki o koguciku i kurce” w wykonaniu niezrównanej Ireny Kwiatkowskiej; przeglądałam zdjęcia z Moskwy i Petersburga z czasów studenckich; jak za studenckich czasów pędziłam do biblioteki i zamawiałam całe kilogramy książek; wracałam do moich ukochanych filmów takich jak ”Cyrulik syberyjski”, ”Wichry namiętności” czy ”Fridy”; podczas rosyjskiej inspiracji słuchałam też  płyt Czajkowskiego, Okudżawy i grupy Любэ.

 

Myślę, że żadna z prac by nie powstała, gdybym nie odważyła się w końcu wziąć udziału w konkursie. Wszystkie prace bardzo lubię, jednak niektóre z nich są chyba bardziej wyczesane niż inne i pewnie dlatego kilka z nich zostało wyróżnionych przez Jury. Jeśli tak jak ja na początku tego roku  wahacie się, czy wziąć udział w następnym kalendarzowym biżuteryjnym konkursie, to pora uwierzyć w siebie. Ja mam już wiele pomysłów na kolejne biżuteryjne podróże, a wkrótce powinna pojawić się praca, która stanowi kontynuację indiańskich inspiracji (pewnie jak już skończę tworzyć świąteczne prezenty, zrobię kutię i uszka do barszczu…). Jeśli jednak już dziś macie ochotę zobaczyć moje koralikowe zwierzątka, ptaszki i pozostałe powstałe już koralikowe prace, zapraszam na mój fanpage na facebooku https://www.facebook.com/myowntreasures/

 

Niech koraliki i wszystko, a przede wszystkim Wszyscy, których kochacie będą z Wami!!!